środa, 7 marca 2012

Odrób pracę domową leniu cz.1 - metoda

Tytuł posta dedykuję innym jak i sobie samemu. Jest on trochę przydługi, zdecydowanie nie dla certyfikowanych leni :).
Według mnie brak odpowiedniego przygotowania do "zawodów" to jeden z głównych powodów braku giełdowych sukcesów. Nie mówię o zwykłym przygotowaniu, a o odpowiednim przygotowaniu.

Proponuję rozważyć pierwszy przykład. Absolwent studiów ekonomicznych decyduje, że potraktuje giełdę jako dodatkowy zarobek i postanawia spędzić godzinę dziennie na analizy. Sprawdza wskaźniki, bada wykresy pod względem technicznym. W drodze do pracy stara się czytać książki na temat giełdy. Bierze udział w wirtualnej grze giełdowej, aby przygotować się do prawdziwych inwestycji. Jeździ na szkolenia dotyczące inwestowania w akcje, surowce, waluty. Jego podejście zdaje się mieć sens. Po kilku miesiącach takiej rutyny zaczyna inwestować swoje oszczędności na giełdzie.


Drugi przykład. Student medycyny, który po trzecim roku wybrał już specjalność, dajmy na to otolaryngologia. Dzień w dzień nauka od rana do wieczora. Wyczerpujące warsztaty praktyczne oraz supertrudne egzaminy. Po 6 latach intensywnej nauki rozpoczyna praktykę w szpitalu oraz postanawia kontynuować specjalizowanie się w otolaryngologii, celem otrzymania tytułu doktorskiego. Kolejne etapy poszerzania wiedzy, przeczytane stosy książek, seminaria, ciągłe dyżury w szpitalu pod czułym okiem bardziej doświadczonych lekarzy i po kolejnych sześciu latach i uzyskaniu tytułu doktorskiego jest gotów do otworzenia swojego prywatnego gabinetu.

Warto przeanalizować dwa powyższe przykłady. Pokazują one bowiem dobitnie, że w porównaniu do edukacji dobrego lekarza, edukacja powyższego tradera jest niczym. Nie zaliczył on nawet pierwszego semestru, a i tak podejrzewam zrobił więcej niż przeciętny inwestor. Ekstremalnym przypadkiem jest zakup lub sprzedaż na podstawie rad otrzymanych od kolegi z siłowni, a ciągle słyszę takie konwersacje.

Jak zatem można wyobrazić sobie odpowiednie przygotowanie inwestora? Wierzę, że jest kilka podejść. Ja będę podawał przykład osoby stosującej analizę wykresów choć równie dobrze mogłoby to być oparte na analizie fundamentalnej.

1. Ze względu na brak podstawowej wiedzy pierwszym etapem powinny chyba być książki. Warto spędzić trochę czasu na znalezienie tych bardziej merytorycznych. Samo czytanie nie powinno się ograniczać do przerzucania kartek. Książka nie powinna być przeczytana, ona powinna być przyswojona. W trakcie czytania powinno się weryfikować podane przykłady. Ważniejsze fragmenty powinny być zaznaczane. Po skończeniu wnętrze ksiązki powinno być kolorowe od fiszek. Dobrym pomysłem jest spisywanie najważniejszych idei w specjalnie utworzonym pliku w Wordzie. Przesłanie książki powinno być opanowane w stopniu umożliwiającym późniejsze wykorzystanie wiedzy.

2. Pomocą mogą być szkolenia, ale warto być wybrednym. Czasami tańsze szkolenia mogą być lepsze niż te drogie, charakteryzujące się piękną otoczką marketingową. Przykładowo zaskoczyło mnie szkolenie zorganizowane przez Pawła Biedrzyckiego. Kosztowało około 300 zł, a było dobrą okazją do posłuchania i porozmawiania z praktykami i zobaczenia w jaki sposób podchodzą do inwestowania.
Procedura jest podobna do czytania książek. Skrupulatne wyciągnięcie wniosków ze szkolenia, spisanie ich, a następnie zweryfikowanie.

3. Kolejnym etapem jest testowanie danych historycznych. Jedni są zwolennikami takiej metody, inni mniej. Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem, ale dotyczy to takiej metody, że cofam wykres o 10 lat i przesuwam o jeden dzień, za każdym razem podejmując decyzję. Owszem, to nie to samo co inwestowanie na żywo kiedy dochodzą obciążenia psychologiczne, ale posiada wiele istotnych zalet. Po pierwsze - najbardziej przypomina faktyczne inwestowanie i uczy umiejętności podejmowania decyzji. Po drugie - sprawia, że można zacząć rozpoznawać pewne wzorce zachowań rynku w określonych sytuacjach. Po trzecie - dzięki temu można stworzyć drzewo decyzyjne, aby decyzje były szybsze i aby nie były podejmowane w ogniu walki. Inaczej mówiąc może to sprawić, że proces decyzyjny zostanie zautomatyzowany.

4. Dalsze testowanie danych historycznych. Tym razem dobrze byłoby jednak stworzyć pewne statystyki. Mogą one dotyczyć np. tego jak zachowywał się rynek kiedy pojawiła się 25 punktowa biała świeca na wykresie godzinowym. Czy w przeszłości, po wystąpieniu takiej świecy,  lepiej było kupować w trakcie trwania trendu czy może w trakcie korekty? W ilu przypadkach na 100 prób taka strategia dała zysk i jakiej wielkości był to zysk. Jaki poziom zlecenia stop jest w takim wypadku sensowny? Jaka wysokość świecy pokazywała, że rynek był rzeczywiście silny i warto było podjąć ryzyko?

5. Mało dostępną choć bardzo skuteczną możliwością jest skorzystanie z mentoringu, o którym wspominał Investstock w jednym z komentarzy do posta Jak ja chcę mieć rację. Idealnym rozwiązaniem byłoby spędzenie jakiegoś czasu z doświadczonym inwestorem, ale jest to zazwyczaj mało realne. Rozwiązaniem może być obserwowanie jak inwestuje taki inwestor na żywo tj. można widzieć jego ekran i jego inwestycje na ekranie swojego komputera. Za takie usługi zazwyczaj słono się płaci, ale czasami organizowane są darmowe szkolenia. Możemy wtedy sprawdzić czy mentor rzeczywiście zarabia pieniądze w swoich rzeczywistych transakcjach.
Ten sposób, pomimo niewątpliwych zalet, dotyczy jednak zazwyczaj tylko inwestorów jedno - lub kilkusesyjnych.

6. Dopiero po przerobieniu powyższych etapów bądź, jeżeli mamy większe środki, to w ich trakcie można rozpoczynać faktyczne transakcje o minimalnym rozmiarze. Pozwoli nam to sprawdzić czy potrafimy stosować się do przetestowanych, zweryfikowanych strategii kiedy w grę wchodzą prawdziwe pieniądze. Pomimo tego, że już faktycznie inwestujemy, to wciąż możemy mówić o przygotowywaniu się do prawdziwego inwestowania. W międzyczasie oczywiście wciąż przerabiamy niektóre bądź wszystkie etapy.

Jak widać przygotowanie się do inwestowania może być bardzo praco- i czasochłonne. I tak jest w rzeczywistości. Przeważnie jest to żmudny i trudny proces. W zależności od stopnia zaangażowania może to być kilkanaście miesięcy bądź kilka lat. Nie wspomniałem jeszcze w ogóle o przygotowaniu psychologicznym, o którym chcę napisać w następnej części. Kto z nas jest gotowy na podjęcie tak ogromnego wysiłku?
Nie ma się co oszukiwać - jeżeli ktoś poświęca godzinę dziennie analizom to myślę,  że odpowiednie przygotowanie zajmie tylko około 550 lat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz