Mój pierwszy post oraz sam blog mogą wyglądać troche dziwnie, ale kilka postów później możecie zdać sobie sprawę, że coś w tym jednak jest. Moim głównym celem jest oczywiście zarabianie pieniędzy, ale najpierw muszę się stać ekspertem w innej dziedzinie. Muszę się nauczyć jak je tracić. Inaczej mówiąc potrzebne jest do tego odpowiednie nastawienie psychologiczne oraz jakaś logiczna strategia, której to elementem będzie tracenie.
Aby bardziej to przybliżyć proponuję następujący test. Załózmy, że rzucamy 10 razy monetą i każdy orzełek jest wart plus 2 zł, a każda reszka minus 1 zł. Oczywiście rzucając będziemy zaklinać los aby wypadło jak najwięcej orzełków. Niestety, okazało się, że orzełki wypadły tylko 4 razy na 10. Udało się nam zatem w 40% przypadków. Robimy kalkulację i wychodzi nam, że....zarobiliśmy 2 zł mając 60% stratnych transakcji (4x2 - 6x1) = 2.
Sprawa wygląda więc prosto. Znajdziemy jakiś sposób inwestowania z trendem lub posłużymy się analizą fundamentalną i co prawda będziemy często tracić, ale ogólnie rzecz biorąc w długim terminie zarobimy pieniądze. Tym samym zaliczymy się do elitarnego grona 15-20% procent zarabiających na giełdzie. Proste? Bardzo proste. Z tym, że tak na rozgrzewkę chciałem wspomnieć o dwóch sprawach.
Po pierwsze, co jeżeli sześć reszek (czytaj strat) nastąpi po sobie, jedna po drugiej? No jak się wtedy będziemy czuć. Moje doświadczenie pokazuje, że może się trafić 11 strat pod rząd. Curtis Faith, autor Drogi Żółwia, opisuje przypadek 17 strat pod rząd, dopiero po których rozpoczął się trend i był spory zysk . A chlebek trzeba za coś kupić (że nie wspomnę o smarowaniu, bo to juz zbyteczny luksus). Psychologiczne podejście do tracenia jest więc niezwykle istotne i trzeba być na to świetnie przygotowanym. I nie mówię tutaj o powiedzeniu sobie, że "tak, ja o tym wiem i oczekuję, że tak będzie". Przychodzi jednak transakcja i chciał nie chciał oczekujemy, że na niej zarobimy.
Po drugie, co jeżeli zarobimy już jakieś pieniądze. Czy przypadkiem nie zrealizujemy zbyt szybko zysku, no bo przecież zyski trzeba chronić. Ktoś powiedział, że biorąc zyski nie można zbankrutować. Otóż można, jeżeli będziemy się zadowalali małym zyskiem, który nie pokryje stratnych transakcji. Rezultaty badań noblistów, Kahnemana i Tverskiego, pokazują wyraźnie, że wolimy wziąć mały pewny zysk, niż poczekać na większy zysk, nawet jeżeli prawdopodobieństwo jego osiągnięcia jest wysokie. Wiele razy to czytałem, ale przecież uważałem że mnie to nie dotyczy. To oczywiste, że ja będę dawał zyskom rosnąć. Sam tylko wiem jak bardzo się myliłem i ile okazji przepuściłem zadowalając się groszowymi profitami, po czym kurs eskplodował. To chyba gorsze niż poniesienie straty.
Wiele razy będę jeszcze wracał do tego tematu, bo jest on chyba kluczowy jeżeli chodzi o inwestycje, o wiele istotniejszy niż wiedza kiedy kupić. Reasumując, musimy nauczyć się jak obchodzić się z częstymi stratami oraz jak obchodzić się z rzadkimi zyskami. Warto jeszcze zauważyć, że nie jestem w tej dziedzinie żadnym ekspertem od siedmiu boleści. Tak samo się ciągle tego uczę, poprzez ciągłe kopniaki w inwestowaniu rzeczywistym oraz testach historycznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz